Często mówi się, że trzeba wyjść ze swojej strefy komfortu, aby nauczyć się czegoś nowego. Ja też to zrobiłem – i to w temacie, jakim jest fotografia plenerowa.
Od dawna zajmowałem się (i niech tak zostanie!) głównie pracą w studio. Operowaniem światłem, ukrywaniem czegoś w cieniu i odkrywaniem tego, co tajemnicze. W studio wolę mieć pełną kontrolę nad wszystkim. Kadry w kontrolowanych warunkach były moim głównym nurtem… ale tylko do pewnego momentu.
Jak fotograf studyjny trafił w plener?
Już kiedyś wspominałem o Gosi – wiolonczelistce, z którą robiliśmy (i cały czas robimy) wspólne projekty. Ja słucham jej grania, a Ona otrzymuje za to fotki… czyste TFP 🙂
Podczas jednej z sesji w studio Gosia zapytała:
– A robisz też plenery?
– Ja robię tylko w studio! – odpowiedziałem natychmiast, pełen pewności siebie.
Ale Ona drążyła dalej:
– To może byś spróbował w plenerze?
Myślę sobie: po co drążyć temat? Jestem przecież fotografem studyjnym (za takiego przynajmniej wtedy się uważałem) i w żaden plener nie idę! A Ona nie odpuszczała… i stało się:
– No okej, spróbujemy! (oczywiście wszystko w świetnej, pozytywnej atmosferze bez spiny).
Postawiłem jednak warunek:
– Zrobimy plener, ale w wyjątkowym miejscu. Może w jakimś pałacu?
– Pewnie, zadziałajmy! – zgodziła się bez wahania.
Słowo się rzekło. Szukanie pałacu, planowanie i pomysł na zdjęcia – czas START!
Pierwsza sesja w pałacu i przełamanie schematów
Nie będę się teraz rozpisywał o samym pałacowym projekcie (na niego przyjdzie jeszcze czas), ale oczywiście zrobiliśmy go. Chodzi o coś innego: wyszedłem ze swojego studia tylko dlatego, że ktoś uwierzył, że potrafię. Gosia pomogła mi uwierzyć w samego siebie. Wiem, brzmi to dość górnolotnie, ale tak po prostu było. Dała mi impuls do zrobienia odważnego kroku i przekonania się, czym naprawdę jest fotografia plenerowa.
Domyślam się, że niektórzy pomyślą, że „mieć aparat to przecież możesz zrobić fotki gdziekolwiek”, plener czy studio, co za różnica, a no właśnie jest.
Jeśli chcielibyście spróbować czegoś innego w fotografii, rozwinąć skrzydła albo po prostu z ciekawości zobaczyć, jak to jest… nie czekajcie na lepszy moment. Lepszego może nie być. To jest właśnie ten moment, w którym warto spróbować. Ja wyszedłem w plener i powiem Wam, że jest tu całkiem fajnie!
A obiecuje, że jescze Wam kiedyś opowiem, jak zaczęła się moja przygoda z fotografowaniem ludzi, bo to też jest naprawdę ciekawe 😉
Poniżej przedstawiam kilka kadrów z tego mojego powrotu do zdjęć w plenerze!
Więcej zdjęć z różnych sesji plenerowych możesz znaleźć również na moim instagramie @maciejrychter_fotograf. Zapraszam, będzie mi bardzo miło jak zostawisz lika lub zaobserwujesz 🙂


