Fotograf czasem też szuka inspiracji – nie tylko w fotografii, ale i w muzyce. Tym razem zabrałem się za poszukiwania czegoś klasycznego, innego i wyjątkowego.
Tak tylko nadmienię, że kiedyś, gdy przyszedł mi do głowy podobny pomysł, kupiłem skrzypce 🙂 Aż strach się bać, co będzie następne!
Wiolonczela. Nie, spokojnie, wiolonczeli nie kupiłem, ale zacząłem poszukiwania osoby, która ma instrument, potrafi na nim grać i chciałaby wziąć udział w moim projekcie. Mogłoby się wydawać, że to proste… Nic z tych rzeczy. Ta osoba musiała sprostać moim wymaganiom, a jednocześnie pokazać swoją oryginalność. Wiedziałem też jedno: musi to być kobieta.
Po kilku tygodniach (może nawet miesiącach) poszukiwań w końcu trafiłem! I to w momencie, kiedy nadzieja już powoli opadała… JEST! Cudowne uczucie, kiedy widzisz na zdjęciach innego fotografa, że ta osoba pasuje do Twojego pomysłu w 100%.
No to co… napisać, zadzwonić i pierwszy krok zrobiony!
Nawiązałem kontakt z Gosią Kluską – wspaniałą osobą i piękną dziewczyną z wiolonczelą. Teraz pozostało tylko dograć termin i rozpocząć połączenie muzyki z fotografią.
Poniżej owoce naszego pierwszego spotkania – pierwszego, ale, jak się później okazało, nie ostatniego. Pierwsze kadry zrobiliśmy w moim studiu w Bonikowie. Oto i one!
A gdyby ktoś poszukiwał wspaniałej oprawy muzycznej na ślub, urodziny lub inne wyjątkowy dzień, zapraszam na Gosi instagrama i pytajcie ją o szczegóły @gosia.kluska.music
Już po pierwszej sesji z Gosią wiedziałem, że to nie nasze ostatnie spotkanie. Bo każde spotkanie z inspirującą, a później się okazało że też motywującą osobą, jest początkiem nowej, wyjątkowej opowieści, którą chce się pisać dalej.





